07 lipca 2011

`42

slucham Jogi w wersji live i wreszcie pozwalam sobie na czucie. znikaja ci wszyscy ludzie dookola. spojrze tylko na Ciebie przez chwile i nawet Ty znikniesz na okolo piec minut. potem ogarnie mnie tesknota. pojdziemy do gejowskiej dzielnicy wypelnionej kolorami, zapachami i muzyka, i bedziemy rozmawiac, pic drinki i obserwowac. moze ja bardziej niz Wasza dwojka. potem zjemy chinszczyzne i wyladujemy w czterogwiazdkowym hotelu z miekkimi lozkami i przyjemnym widokiem z okna. kwietniowa czarownica i Ona na sen. potem nadejdzie ranek, czerwone wino i mysli o samotnosci. na miescie, juz po sniadaniu, wypijemy po kawie, zwiedzimy bazylike i wreszcie wsiadziemy w autobus do domu. On ma blekitne oczy i ladny usmiech. poznajemy sie w drodze z Birmingham do Bristolu. podoba mi sie. nie zostawiam po sobie nic procz slow, barwy glosu i wspomnienia dotyku dloni na plecach. mysle duzo i czesto. nie powinnam. cuda w moim zyciu nie maja miejsca. ktos inny kilka dni wczesniej mowi o zabraniu na spacer. czy chce? nie wiem. mieszane uczucia wypelniaja moja glowe. teraz, tu, znow mysle o chlopcu z blekitnymi oczami. przez chwile czulam sie atrakcyjna? K. zauwaza zmiane w mojej twarzy. pytania w stylu: jak, dlaczego, kiedy. skrupulatne odpowiedzi. jakies mile slowa w zamian.

i yearn to be loved. you know. and he reminded to me about all those things which i've put aside.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz